|
Może nadejść kres demokracji w Grecji, Hiszpanii oraz Portugalii, jeżeli nie podejmie się pilnych działań w celu likwidacji kryzysu zadłużenia - ostrzegł szef Komisji Europejskiej. O całej sprawie poinformowały nawet najzajadlejsze burżuazyjne media, m. in. Daily Mail i The Observer.
Podczas zeszłotygodniowej nadzwyczajnej audiencji udzielonej szefom przeważnie oportunistycznych związków zawodowych, Jose Manuel Barroso roztoczył przed słuchaczami iście apokaliptyczną wizję, w której na skutek bankructwa rządów państw południowej części naszego kontynentu, kraje te doświadczają rewolucji ludowych, a w odpowiedzi na nie - wojskowych zamachów stanu. Barroso zabrał głos, gdy wyszło na jaw, że koła decyzyjne UE rozpoczęły działania na rzecz wpompowania w hiszpański budżet liczącego setki miliardów funtów zastrzyku finansowego, mającego powstrzymać tam upadek kapitalizmu i odwlec w czasie zwycięstwo rewolucji. John Monks - sekretarz generalny Europejskiej Konfederacji Związków Zawodowych (ETUC) - stwierdził, że przeżył szok po wysłuchaniu licznych ostrzeżeń ze strony byłego premiera Portugalii: "Dyskutowaliśmy z Barroso w ubiegły piątek o tym, co należy uczynić w sprawie Grecji, Hiszpanii, Portugalii i pozostałych pogrążonych w kryzysie państw. Pan Barroso stwierdził bezceremonialnie: <<Słuchaj no! Jeśli państwa te nie przeprowadzą tych surowych reform to właściwie może się tak zdarzyć, że kraje te przestaną istnieć w takiej formie, w jakiej je znamy, jako demokracje. Nie ma innego wyjścia>>. Muszę przyznać, że był bardzo zatroskany. Przeraził nas katastroficzną wizją europejskich demokracji upadających pod ciężarem deficytów budżetowych." Zarówno rządy burżuazyjne w Grecji jak i na półwyspie Iberyjskim podjęły w ostatnim czasie próby wprowadzenia brutalnych cięć budżetowych i inne środki skierowane przeciwko masom ludowym, by udobruchać wielką międzynarodową finansjerę - sceptyczną wobec wypłacalności państw-dłużników. Jednak ludzie pracy nie mają zamiaru płacić za kolejny kryzys kapitalizmu. Wyrazili swój sprzeciw za pomocą strajków generalnych. Gigantyczne wybuchy ludowego gniewu przetoczyły się również przez Włochy, Węgry i Rumunię. Barroso wyraził przedstawicielom związków zawodowych, nieudolnie zawoalowaną groźbę ze strony unijnych elit: Jeśli robotnicy nie zamilkną i nie okażą posłuszeństwa swym wyzyskiwaczom, Unia nie cofnie się przed niczym, aby zabezpieczyć władzę kapitału. Stąd właśnie wzmianka o możliwości puczów wojskowych jako "obrony" przed rewolucją oraz o "końcu Europy jaką znamy". Szef Komisji Europejskiej dodał złowieszczo: "Jest jak w roku 1931. A przecież dobrze wiemy, że lata trzydzieste zaczęły się Wielkim Kryzysem, a skończyły rządami wojskowych dyktatur".
|