Komunistyczna Młodzież Polski
komsomol.pl

Kącik poezji

Andrzej Mandalian - TOWARZYSZOM Z BEZPIECZEŃSTWA

Tyle nocy
nie dospanych,
mętnych,
poplątanych,
od dymu ciasnych,
"wyprowadzić"
rzekł konwojentom
i zasnął.

Więcej …

Ankieta

Która z wymienionych postaci jest dla Ciebie osobiście wzorem do naśladowania?
 

Gdzie nas szukać

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Nasi przyjaciele

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Kto jest na stronie

Naszą witrynę przegląda teraz 16 gości 
WITAMY NA STRONIE GŁÓWNEJ KMP
Maksym Gorki - "Matka", cz.2, rozdział I PDF Drukuj Email
Artykuły - Kultura
wtorek, 21 października 2014 04:58

Reszta dnia upłynęła osnuta mgłą natarczywych wspomnień, w ciężkim znużeniu, które ogarnęło ciało i duszę. Niby szara plama skakał mały oficerek, jaśniała smagła twarz Pawła, uśmiechały się oczy Andrzeja.
Chodziła po pokoju, siadała przy oknie, patrzyła na ulicę i znowu zaczynała chodzić unosząc brwi. Oglądała się, drżąc, i bezmyślnie szukała czegoś oczyma. Piła wodę, ale nie mogła ani ugasić pragnienia, ani zalać tlącego w jej piersiach płomienia smutku i krzywdy. Dzień był jakby rozrąbany - początek miał jakąś treść, a teraz wszystko z niego wyciekło; rozpościerało się przed nią posępne pustkowie, a w duszy kołatało bezradne pytanie:
"I co teraz?..."
Przyszła Korsunowa. Machała rękami, krzyczała, płakała, była pełna zachwytu, tupała nogami, wysuwała propozycje, składała obietnice, groziła komuś. Wszystko to nie wzruszało matki.
- Aha! - słyszała krzykliwy głos Marii. - Dopiekli jednak ludziom. Ruszyła cała fabryka, ruszyła!
- Tak, tak - mówiła cicho matka kiwając głową, ale oczy jej wpatrywały się nieruchomo w coś, co należało już do przeszłości, co odeszło od niej wraz z Andrzejem i Pawłem. Nie mogła płakać - serce jej ścisnęło się i wyschło, wargi były też suche, w ustach brakło śliny, ręce się trzęsły, a po plecach przebiegały zimne dreszcze.
Wieczorem przyszli żandarmi. Ani ją to zdziwiło, ani przestraszyło. Weszli hałaśliwie, byli jacyś weseli i zadowoleni. Oficerek o żółtej twarzy mówił szczerząc zęby:
- No, jak się miewacie? Trzeci raz się spotykamy, co?
Milczała oblizując suchym językiem wargi.
Oficer mówił dużo, pouczająco i matka czuła, że sprawia mu to przyjemność. Ale słowa jego nie docierały do niej i nie mąciły jej spokoju. Dopiero kiedy powiedział: "Samaś winna, mateczko, jeśli nie umiałaś wpoić synowi szacunku dla Boga i cara"... - odpowiedziała głucho, stojąc w drzwiach i nie patrząc na niego:
- Tak, naszymi sędziami będą dzieci. One osądzą nas sprawiedliwie za to, że porzucamy je na takiej drodze.
- Co? - krzyknął oficer. - Głośniej!
- Mówię, że dzieci będą naszymi sędziami - powtórzyła wzdychając.
Wtedy zaczął coś mówić prędko i gniewnie, ale jego słowa przelatywały obok matki nie dotykając jej.
Tym razem świadkiem była Maria Korsunowa. Stała obok matki, ale nie patrzyła na nią, i kiedy oficer zwracał się do niej z jakimś pytaniem, odpowiadała z pośpiechem, jednostajnie, kłaniając mu się nisko:
- Nie wiem, wasza wielmożność! Kobieta jestem, nieuczona, handlem się trudnię i w głupocie swojej nie wiem o niczym.
- Dosyć, milcz! - rozkazywał oficer ruszając wąsami.
Kłaniała mu się znowu i niepostrzeżenie pokazując mu figę szeptała do matki:
- Masz! Skosztuj!
Rozkazano jej zrewidować Własową. Zamrugała oczyma, wytrzeszczyła je na oficera i powiedziała z przestrachem:
- Wasza wielmożność, ja nie potrafię tego zrobić!
Tupnął nogą, krzyknął. Maria spuściła oczy i cicho poprosiła matkę:
- Cóż... Rozepnij się, Pelagio Niłowna.
Doszukując i obmacując jej ubranie, z twarzą purpurową ze wstydu, szeptała:
- To dopiero psy, co?
- Co ty tam gadasz?! - surowo krzyknął oficer zaglądając do kąta, gdzie stały.
- To kobieca sprawa... wasza wielmożność - wybełkotała Maria z przestrachem.
Kiedy kazał matce podpisać protokół, nakreśliła niewprawną ręką, błyszczącymi, tłustymi, drukowanymi literami:
"Wdowa po człowieku pracy, Pelagia Własowa."
- Coś ty napisała? Po co to? - krzyknął oficer krzywiąc z niezadowoleniem twarz, a potem, uśmiechając się zjadliwie, dodał: - Dzikusy...
Poszli. Matka stanęła przy oknie, złożywszy ręce na piersiach, i w bezruchu, nic nie widząc, patrzyła długo przed siebie. Uniosła wysoko brwi, zacisnęła usta i szczęki tak mocno, że wkrótce zabolały ją zęby. W lampie wypaliła się nafta, płomień trzaskając dogasał. Zdmuchnęła ją i została w ciemności. Bolesne otępienie, jak ciemny obłok, wypełniało jej piersi, utrudniało bicie serca. Stała długo, aż poczuła zmęczenie nóg i oczu. Słyszała, jak przy oknie zatrzymała się Maria i krzyknęła pijanym głosem:
- Pelagio! Spisz? Męczennico moja nieszczęśliwa! Spij!
Matka, nie rozbierając się, położyła się do łóżka i natychmiast, jak gdyby wpadła w głęboki odmęt, pogrążyła się w ciężkim śnie.
Śnił jej się żółty, piaszczysty kurhan za bagnami, przy drodze do miasta. Na jego skraju, nad urwiskiem zbiegającym ku dołom, z których wybierano piasek, stał Paweł i głosem Andrzeja cicho i melodyjnie śpiewał:
Niech zrzuci kajdany, niech zerwie się lud...
Szła drogą obok kurhanu i, przyłożywszy dłoń do czoła, patrzyła na Syna. Na tle błękitnego nieba postać jego rysowała się wyraźnie i ostro. Wstydziła się podejść do niego, ponieważ była w ciąży i na rękach niosła także dziecko. Poszła dalej. Na polu dzieci bawiły się w piłkę. Było ich dużo, piłka była czerwona. Dziecko zaczęło się wyrywać do nich z jej rąk i zapłakało głośno. Dała mu pierś i poszła z powrotem, ale na kurhanie stali już żołnierze i skierowali ku niej bagnety. Szybko pobiegła do cerkwi stojącej pośrodku pola, do białej, lekkiej cerkwi, zbudowanej jakby z obłoków i niezmiernie wysokiej. Odbywał się tam pogrzeb. Trumna była duża, czarna, ze szczelnie zabitym wiekiem. Ale pop i diakon chodzili po cerkwi w białych ornatach i śpiewali:
Chrystus zmartwychwstał...
Diakon kadził, kłaniał się jej i uśmiechał. Włosy miał jaskraworude i wesołą twarz Samojłowa. Z góry padały szerokie jak ręczniki promienie słońca. Na obu chórach cicho śpiewali chłopcy:
Chrystus zmartwychwstał...
- Brać ich! - krzyknął nagle pop zatrzymując się pośrodku cerkwi. Ornat spadł z niego, na twarzy ukazały się siwe, srogie wąsy. Wszyscy rzucili się do ucieczki, diakon cisnął kadzielnicą i uciekł również, chwyciwszy się jak Chochoł obu rękami za głowę. Matka upuściła dziecko na podłogę, pod nogi ludzi; okrążali je z daleka, oglądając się z bojaźnią na jego nagie ciałko, a ona upadła na kolana i krzyczała:
- Nie porzucajcie dziecka! Weźcie je!...
Chrystus zmartwychwstał...
śpiewał Chochoł z rękami założonymi do tyłu i uśmiechał się.
Matka schyliła się, podniosła dziecko i posadziła je na wozie z tarcicami, obok którego szedł powoli Mikołaj i mówił śmiejąc się:
- Ciężką dali mi pracę.
Na ulicy było brudno, z okien domów wychylali się ludzie, gwizdali, krzyczeli i machali rękami. Dzień był jasny, słońce zalewało świat olśniewającym blaskiem, nigdzie nie było cieniów.
- Śpiewajcie, mateńko - mówił Chochoł. - Takie jest życie.
I śpiewał zagłuszając swym głosem wszystkie dźwięki. Matka szła za nim. Nagle potknęła się i z ogromną szybkością zaczęła spadać w bezdenną głębię; głębia ta przerażająco wyła...
Ocknęła się wstrząsana dreszczem. Miała uczucie, że jakaś szorstka, ciężka łapa chwyciła jej serce i w okrutnej zabawie miętosi je powoli. Uparcie huczało wezwanie do pracy; wywnioskowała, że była to już druga syrena.
W pokoju poniewierały się porozrzucane książki. Wszystko było poprzesuwane, poprzewracane, podłoga zadeptana.
Wstała i, nie myjąc się, nie zmówiwszy pacierza, zaczęła porządkować pokój. W kuchni rzucił się jej w oczy drążek z kawałkiem czerwonego materiału. Niechętnie wzięła go do ręki i chciała wsunąć do pieca, ale westchnąwszy zdjęła z niego strzęp sztandaru, starannie złożyła czerwony skrawek i schowała do kieszeni, a kij połamała na kolanie i rzuciła na przypiecek. Potem umyła okna i podłogę zimną wodą, nastawiła samowar i ubrała się. Usiadła w kuchni przy oknie i znowu stanęło przed nią pytanie:
"I co teraz?"
Przypomniała sobie, że nie modliła się jeszcze. Stanęła przed obrazami, ale po chwili znowu usiadła - w sercu jej była pustka.
Panowała dziwna cisza, jak gdyby ludzie, którzy wczoraj tak głośno krzyczeli na ulicy, ukryli się dziś po domach i w milczeniu rozmyślali o niezwykłym dniu.
Nagle przypomniała sobie obraz, który ujrzała kiedyś w młodości: w starym pańskim parku Zausajłowów był duży staw zarosły liliami wodnymi. W szary dzień jesienny przechodziła tamtędy i na środku stawu zobaczyła łódkę. Staw był ciemny i spokojny, a łódka jakby przyklejona do czarnej wody, zasypanej smutnymi, żółtymi liśćmi. Od tej łódki bez steru i wioseł, samotnej, stojącej na matowej wodzie pośród umarłych liści, wiało głębokim smutkiem i nieznanym cierpieniem. Matka stała wówczas długo nad brzegiem stawu i myślała: "Kto odepchnął tę łódkę od brzegu i w jakim celu?". Wieczorem tegoż dnia rozeszła się wieść, że w stawie tym utopiła się żona ekonoma Zausajłowów, mała kobieta o czarnych, zawsze potarganych włosach i nerwowych ruchach.
Matka przesunęła ręką po twarzy i myśl jej zaczęła lękliwie krążyć dokoła wrażeń wczorajszego dnia. Ogarnęły ją na nowo i siedziała długo, utkwiwszy oczy w szklance wystygłej herbaty, a w duszy jej rosło pragnienie, by zobaczyć kogoś mądrego, bliskiego, kogoś, kogo by mogła zapytać o wiele rzeczy.
Po obiedzie, jakby spełniając to życzenie, zjawił się Mikołaj Iwanowicz. Ale kiedy go ujrzała, opanował ją nagle lęk i, nie odpowiadając na jego powitanie, rzekła cicho:
- Ach, mój drogi, niepotrzebnieście przyszli. To nieostrożność. Przecież zaaresztują was, jeżeli zobaczą.
Mocno ściskając jej rękę poprawił okulary i pochyliwszy nad nią twarz wyjaśnił pośpiesznie:
- Widzicie, umówiłem się z Pawłem i Andrzejem, że jeśli ich zaaresztują, zajmę się następnego dnia waszą przeprowadzką do miasta - mówił łagodnie, z troską w głosie. - Była u was rewizja?
- Była. Obszukali, obmacali. Ani wstydu, ani sumienia nie mają ci ludzie! ? zawołała.
- Na co im wstyd? - wzruszył ramionami Mikołaj i zaczął tłumaczyć, dlaczego powinna zamieszkać w mieście.
Słuchała przyjaznego, opiekuńczego głosu, patrzyła na niego z bladym uśmiechem i, nie rozumiejąc jego argumentów, dziwiła się opanowującej ją czułej ufności do tego człowieka.
- Jeżeli Pasza chciał tego - powiedziała - i jeżeli nie będę was krępować...
Przerwał jej.
- O to się nie troszcie. Mieszkam sam, czasem tylko przyjeżdża do mnie siostra.
- Darmo chleba jeść nie będę - rozmyślała głośno matka.
- Jeśli zechcecie, praca się dla was znajdzie - powiedział Mikołaj.
Dla matki pojęcie pracy łączyło się nierozdzielnie z pracą syna, Andrzeja i towarzyszy. Podeszła do Mikołaja i, zajrzawszy mu w oczy, zapytała:
- Znajdzie się?
- Gospodarstwo mam małe, kawalerskie.
- Ja nie o takiej robocie, nie o domowej - powiedziała cicho.
I westchnęła smutnie. Czuła się urażona, że jej nie zrozumiał. Uśmiechnął się krótkowzrocznymi oczyma i powiedział:
- Gdybyście podczas widzenia się z Pawłem spróbowali dowiedzieć się od niego adresu tych chłopców, którzy prosili o gazetę...
- Znam ich! - zawołała radośnie. - Znajdę ich i zrobię wszystko, co powiecie. Komu do głowy przyjdzie, że noszę coś zakazanego? Do fabryki też nosiłam, chwalić Boga.
Zapragnęła nagle pójść drogami przez lasy i wsie, z workiem na plecach, z kijem w ręku.
- Mój złociutki, dajcie mi tę robotę, bardzo was proszę - mówiła. - Pójdę wszędzie. Po wszystkich guberniach, wszystkie drogi znajdę. Będę chodzić zimą i latem, aż do samej śmierci będę pielgrzymować. Czy zło to dla mnie dola?
Kiedy wyobraziła sobie siebie jako bezdomną pątniczkę, która w imię Chrystusa prosi o jałmużnę pod oknami wieśniaczych chat, zrobiło jej się smutno.
Mikołaj ostrożnie ujął jej dłoń i pogładził swoją ciepłą ręką. Potem spojrzał na zegarek i powiedział:
- O tym pomówimy później.
- Drogi mój! - zawołała. - Dzieci nasze, najdroższe cząstki naszego serca, wolność oddają i życie, giną nie żałując swoich młodych lat. A cóż ja - matka?
Twarz Mikołaja pobladła. Popatrzył na nią z pełną czułości uwagą i powiedział cicho:
- Wiecie, ja po raz pierwszy słyszę takie słowa.
- Cóż ja potrafię powiedzieć? - mówiła, smutnie kiwając głową i bezsilnie rozkładając ręce. - Gdybym znalazła takie słowa, aby opowiedzieć o swoim matczynym sercu...
Wstała, jakby nagle podniosła ją jakaś siła, rosnąca w jej piersiach, i odurzała naporem gorących, pełnych oburzenia słów, kłębiących się w mózgu.
- Zapłakałoby wielu. Nawet źli, bez sumienia...
Mikołaj podniósł się także i znowu spojrzał na zegarek.
- Więc postanowione - przeprowadzacie się do mnie, do miasta?
W milczeniu skinęła głową.
- Kiedy? Zróbcie to jak najprędzej - poprosił miękko i dodał: - Będę o was niespokojny, naprawdę.
Spojrzała na niego ze zdziwieniem - co go ona obchodzi? Spuściwszy głowę i, uśmiechając się z zakłopotaniem, stał przed nią zgarbiony krótkowidz w zwykłej, czarnej marynarce i wydawało się, że wszystko, co ma na sobie, nie należy do niego.
- Macie pieniądze? - zapytał spuściwszy oczy.
- Nie.
Szybko wyjął z kieszeni portmonetkę i otworzywszy podał jej.
- Proszę, weźcie...
Matka mimo woli uśmiechnęła się i, kiwając głową, powiedziała:
- Wszystko po nowemu. I pieniądze bez wartości. Ludzie dusze dla nich tracą, a wy... tak sobie... jakby z litości dla ludzi trzymacie je przy sobie.
Mikołaj roześmiał się cicho.
- Niewygodna to i nieprzyjemna rzecz - pieniądze. Zawsze jakoś głupio człowiekowi niezależnie od tego, czy je bierze, czy daje.
Wziął jej rękę, uścisnął mocno i jeszcze raz poprosił:
- Więc jak najprędzej!
I odszedł spokojny, jak zawsze.
Odprowadziwszy go pomyślała:
"Taki dobry, a nie użalił się nade mną."
I nie mogła dociec, czy jest jej przykro, czy tylko ją to dziwi.

 
Ukraińska junta represjonuje polskich dziennikarzy! PDF Drukuj Email
Wojna domowa na Ukrainie - Rozwój wydarzeń
poniedziałek, 20 października 2014 09:39

Grupa dziennikarzy Xportal.pl została zatrzymana przez ukraińską straż graniczną. Przetrzymywanym przez półtorej godziny Polakom nie przedstawiono żadnych zarzutów, jednak wręczono dokumenty, z których wynika, iż dziennikarze Xportal.pl i aktywiści organizacji Falanga zostali objęci trzyletnim zakazem wjazdu na Ukrainę. W dokumentach brakuje uzasadnienia, jednak funkcjonariusze Kijowa implikowali zatrzymanym udział w konflikcie pomiędzy Ukrainą, a Noworosją, zaś dziennikarzom wypominali... relacjonowanie konfliktu. Przewodniczącemu Falangi i redaktorowi naczelnemu Xportal.pl Bartoszowi Bekierowi zarzucano również polityczne poparcie dla "separatystów". Do tradycyjnego kanonu uprzejmości polsko-ukraińskich funkcjonariusze Kijowa wprowadzili takie sformułowania jak "Bandera za mało was Lachów ubił", "wyprowadzić za stodołę i rozstrzelać" itp. Pomimo uprzejmej atmosfery, konwój z Polakami został zawrócony.

Istnienie na Ukrainie "czarnych list" z nazwiskami polityków i dziennikarzy, którzy nie powtarzają propagandy Kijowa, było dotychczas przedmiotem spekulacji. Redakcja Xportal.pl została tym zaszczytem oficjalnie uhonorowana przez administrację prezydenta Poroszenki, a następnie wypróbowała obowiązywanie tych regulacji w praktyce. Na potrzeby wojny informacyjnej prozachodni, oligarchiczny reżym stosuje szeroki wachlarz praktyk, cenzury i dezinformacji, w celu kontrolowania przekazu na temat swojej ludobójczej polityki wobec własnych obywateli na wschodzie kraju. Wspomniany incydent utwierdził nas w mocnym postanowieniu o konieczności informowania naszych Czytelników o rzeczywistej sytuacji w Noworosji.

Źródło

 
Polskie gangi w UK PDF Drukuj Email
Aktualności - Z Europy
niedziela, 19 października 2014 08:04

Polskie gangi znalazły nowy sposób wyzyskiwania rodaków. Wciąż opiera się on na wywożeniu pobratymców do zachodnich krajów, jednak tym razem nie do niewolniczej pracy, ale do? wyłudzania świadczeń społecznych.

Więcej…
 
Fabryki, wstawajcie! / Hymn Kominternu (Napisy PL) PDF Drukuj Email
Muzyka i film - Pieśni radzieckie
sobota, 18 października 2014 05:54

 
Porzućmy nadzieję na dogonienie Zachodu. Unia utrwali naszą peryferyjność... PDF Drukuj Email
Artykuły - Ekonomia polityczna
piątek, 17 października 2014 07:07

Integracja to nie jest wcale gra, w której wszyscy wygrywają. Ten model najlepiej służy silnym gospodarkom. To one napisały te reguły. A mniejsi mogli je przyjąć albo odrzucić - przekonuje polski ekonomista Leon Podkaminer.

Polacy świętują 10 lat w Unii Europejskiej. A pan wychodzi z tezą, że integracja to wcale nie był taki wielki sukces.

Więcej…
 
Evo Morales trzeci raz prezydentem Boliwii PDF Drukuj Email
Aktualności - Z Ameryki Środkowej i Południowej
czwartek, 16 października 2014 06:46

Evo Morales zdecydowanie zwyciężył wybory prezydenckie, które odbyły się 12 października i będzie sprawował urząd już trzecią kadencję. Według nieoficjalnych danych Indianin Aymara otrzymał 60 proc. głosów, dystansując cementowego magnata Samuela Dorię Medinę, za którym opowiedziało się 25 proc. głosujących. Morales wygrał w ośmiu z dziewięciu stanów Boliwii, w tym w tradycyjnie należącym do opozycji Santa Cruz, gdzie według sondaży zebrał 51 proc. głosów.

Więcej…
 
Kijów ustanawia Dzień Obrońcy Ukrainy w dniu święta UPA. PDF Drukuj Email
Wojna domowa na Ukrainie - Rozwój wydarzeń
środa, 15 października 2014 06:54

Petro Poroszenko zlikwidował znany z czasów ZSRR Dzień Obrońcy Ojczyzny i proklamował Dzień Obrońcy Ukrainy. To nowe święto wojska przypada na 14 października - dzień utworzenia UPA.

14 października na Ukrainie obchodzone jest święto Opieki Matki Bożej, zwane w tym kraju Pokrową. Pokrowa uważana jest również za Dzień Ukraińskiego Kozactwa. Data ta uznawana jest także za dzień utworzenia UPA. W święto Pokrowy w Kijowie odbywają się co roku Marsze UPA, które organizuje nacjonalistyczna partia Swoboda. Taki marsz odbył się również w stolicy Ukrainy we wtorek.

Więcej…
 
Stowarzyszenie KURSK odrestaurowało pomnik wdzięczności w Dąbrowie Górniczej PDF Drukuj Email
Nasze akcje - Akcje nasze i naszych przyjaciół
wtorek, 14 października 2014 05:52

12 października 2014 roku, w 71. rocznicę Bitwy pod Lenino i zarazem w Święta Ludowego Wojska Polskiego w Dąbrowie Górniczej - Ząbkowicach symbolicznie odsłonięto odremontowany pomnik wdzięczności żołnierzom Armii Czerwonej. W ceremonii, która rozpoczęła się o godzinie 13:00 uczestniczyło kilkadziesiąt osób (większość nie przekroczyła jeszcze 30 roku życia), wśród nich członkowie KMP, KPP, Stowarzyszenia KURSK oraz Stowarzyszenia Tradycji LWP.

Więcej…
 
Bratkowska: Od "Morza Krwi" do morza łajna PDF Drukuj Email
Artykuły - Kultura
poniedziałek, 13 października 2014 08:28

Z powodu donosu partii Zielonych, MS i PPS, zbudowanego z samych niemal kłamstw, musiałam usunąć zdjęcia osób biorących udział w inscenizacji. Ja już dostaję pogróżki. Ale nie od dziś, więc trochę się przyzwyczaiłam. Teraz po prostu dostanę trochę więcej. Gorzej, że ów list był donosem na moje przyjaciółki i moich przyjaciół, w którym zostali oni potępieni za "współpracę z północnokoreańską bezpieką"(!).

Więcej…
 
<< Początek < Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Następna > Ostatnie >>

JPAGE_CURRENT_OF_TOTAL